[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Riley zmieniła taktykę.– Pani Watson, chcę panią spytać o ten sobotni wieczór.Znowu zerknęłam na Gaskilla – przecież już o tym rozmawialiśmy – jednak nie patrzył na mnie.– Dobrze – powiedziałam, raz po raz dotykając ręką głowy, podrażniając ranę.Nie mogłam się powstrzymać.– Dlaczego poszła pani na Blenheim Road? Dlaczego chciała pani porozmawiać z byłym mężem?– To chyba nie pani sprawa – odparłam i szybko, zanim zdążyła zareagować, dodałam: – Czy mogłabym prosić o szklankę wody?Inspektor wstał i wyszedł – nie taki chciałam osiągnąć efekt.Riley wciąż milczała, po prostu patrzyła na mnie z cieniem uśmiechu na ustach.Nie mogłam tego wytrzymać, więc spojrzałam na stół, rozejrzałam się po pokoju.Wiedziałam, że to taka taktyka: milczała, żebym poczuła się w końcu nieswojo i coś powiedziała, nawet wbrew sobie.– Chciałam z nim o czymś porozmawiać.O prywatnych sprawach.– Zabrzmiało to głupio i pompatycznie.Riley westchnęła.Zagryzłam wargę i postanowiłam, że nie odezwę się, dopóki Gaskill nie wróci.Kiedy tylko wszedł i postawił przede mną szklankę mętnej wody, Riley zapytała:– O prywatnych sprawach?– Tak.Wymienili spojrzenia, nie wiem, poirytowani czy rozbawieni.Czułam w ustach smak potu.Wypiłam łyk wody; była stęchła.Gaskill poskładał papiery i odsunął je na bok, jakby już ich nie potrzebował albo jakby nie znalazł w nich nic interesującego.– Pani Watson, żona pani… pani byłego męża, Anna Watson, skarżyła się na panią.Twierdzi, że pani ich niepokoi, że niepokoi pani jej męża, że przychodzi pani nieproszona do ich domu i… – Inspektor zerknął na dokumenty, lecz Riley go uprzedziła.– Że włamała się pani do nich i zabrała ich dziecko, kilkumiesięczną dziewczynkę.Pożarła mnie czarna dziura, która otworzyła się na środku pokoju.– Nieprawda! Nie zabrałam… To nie tak, nieprawda.Nie zabrałam… Ja jej nie zabrałam.Bardzo się zdenerwowałam, zaczęłam się trząść i płakać, powiedziałam, że chcę wyjść.Riley odsunęła się z krzesłem, wstała, spojrzała na Gaskilla, wzruszyła ramionami i wyszła.Inspektor podał mi chusteczkę higieniczną.– Może pani wyjść, kiedy tylko pani zechce.Chciała pani z nami porozmawiać.Uśmiechnął się do mnie przepraszająco.Bardzo go w tym momencie lubiłam.Chciałam uścisnąć mu rękę, ale nie uścisnęłam, ponieważ byłoby to trochę dziwne.– Myślę, że ma pani więcej do powiedzenia i kiedyś mi pani powie – dodał, a ja polubiłam go jeszcze bardziej za to „mi”, zamiast „nam”.– Może zrobimy przerwę? – Wstał i odprowadził mnie do drzwi.– Niech pani rozprostuje nogi i coś zje.Wróci pani i wtedy wszystko mi pani powie.Zamierzałam zapomnieć o całej sprawie i pojechać do domu.Już szłam na stację gotowa odwrócić się do tego plecami.Ale potem pomyślałam o pociągach, o tym, że jeżdżę tą trasą tam i z powrotem, że codziennie mijam ten dom, dom Megan i Scotta.A jeśli nigdy jej nie znajdą? Będę się w nieskończoność zastanawiała – wiem, to mało prawdopodobne, jednak mimo wszystko – czy moje zeznania mogły jej pomóc.A jeśli nie wiedząc o B, oskarżą o coś Scotta? A jeśli Megan jest u B, związana w piwnicy, jeśli jest ranna i krwawi albo jeżeli B zakopał ją w ogrodzie?Posłuchałam Gaskilla.W sklepie na rogu kupiłam butelkę wody i kanapkę z szynką i serem i poszłam do jedynego parku w Witney, mizernego skrawka ziemi otoczonego domami z lat trzydziestych, niemal w całości zajętego przez zalany asfaltem plac zabaw.Usiadłam na ławce na skraju, patrząc, jak matki i opiekunki krzyczą na dzieci wyjadające piasek z piaskownicy.Kiedyś, kilka lat temu, marzyłam o tym.Wyobrażałam sobie, że tu przychodzę – oczywiście nie po to, żeby zjeść kanapkę z szynką i serem między przesłuchaniami na policji – że przychodzę tu z moim dzieckiem.Wyobrażałam sobie, jaki wózek kupię, że będę przesiadywała godzinami w Trotters i Early Learning Centre, przebierając w ślicznych ubrankach i zabawkach edukacyjnych.Wyobrażałam sobie, że będę tu siedziała, podrzucając na kolanach mój własny kłębuszek radości.Ale nic z tego nie wyszło.Żaden lekarz nie umiał mi wyjaśnić, dlaczego nie mogę zajść w ciążę.Jestem wystarczająco młoda, w niezłej formie, kiedy próbowaliśmy, wcale tak dużo nie piłam.Mąż miał dużo spermy i aktywnych plemników.Po prostu się nie udało.Ani razu nie poroniłam – oszczędzono mi tych męczarni – zwyczajnie nie zaszłam.Zaliczyliśmy jedną próbę zapłodnienia in vitro, bo na więcej nie było nas stać.Tak jak wszyscy nas ostrzegali, była nieprzyjemna i nieudana.Nikt mnie natomiast nie ostrzegł, że wszystko się przez tę próbę załamie.Ale się załamało.A raczej najpierw załamałam się ja, potem my.W bezpłodności najgorsze jest to, że nie można przed nią uciec.Nie wtedy, kiedy ma się trzydzieści kilka lat.Znajomym rodziły się dzieci, znajomym znajomych też, ciąża, poród, a potem pierwsze przyjęcia urodzinowe.Cały czas mnie o to pytano.Moja matka, przyjaciele, koleżanki z pracy.Kiedy przyjdzie moja kolej? Doszło do tego, że nasza bezdzietność stała się tematem rozmów przy niedzielnym lunchu, rozmów nie tylko między mną a Tomem, ale też w szerszym gronie.Czego próbujemy, czego powinniśmy spróbować, naprawdę myślisz, że drugi kieliszek wina ci nie zaszkodzi? Wciąż byłam młoda, wciąż mieliśmy mnóstwo czasu, ale porażka oplotła mnie jak opończa, dobiła i pogrążyła, w końcu straciłam nadzieję [ Pobierz całość w formacie PDF ]