[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.A czasem po prostu chodzi oto, że tekst drukuje się w dniu, gdy mało się dzieje i żaden bogacz nie puknął prostytutki.Jednak Kirsty wie aż za dobrze, jak to jest być nikczemną celebrytką.Kiedy romans z Cantrellem trwał już od kilku miesięcy, Jackie zaczęła mieć kłopoty związane z mężczyzną, z którym spotykała się publicznie.Gordon jednak naumyślnie rozdmuchała ten problem.„To naprawdę nie było nic wielkiego.Takie tam głupstwa.Jestem pewna, że sama bym sobie z tym poradziła, ale ona koniecznie musiała się wtrącić.Kompletnie przejęła kontrolę nad sytuacją”.Gordon nalegała nawet, by Jackie przeniosła się do ich byłego domu komunalnego z dwoma sypialniami, żeby „mogła mieć na nią oko”.Zalotnik Jackie bardzo starał się wszystko naprawić, ale Gordon nie chciała o niczym słyszeć.„Zachowywała się tak, jakby nie chciała, żebym miała chłopaka”, mówi Jackie.„Teraz, jak o tym myślę, wszystko wydaje mi się bardzo dziwne.Chodziła za mną krok w krok”.Jackie wkrótce odkryła, że nigdy nie ma szans, by być sama, czy to w domu, czy poza nim.Gordon eskortowała ją w drodze do i z pracy, nalegała nawet, by jej towarzyszyć w czasie wieczornych wyjść.„Chyba nie chciała, bym na niego wpadła”, mówi Jackie.„Chciała mieć mnie całą dla siebie.A może domyślała się, że coś jest między mną i Vikiem, więc wolała mieć mnie na oku”.Tymczasem Cantrell zaczął odnosić się do Jackie chłodniej, z dystansem.Wyglądało na to, że tak bardzo chce się pozbyć Jackie ze swojego domu, jak bardzo Gordon pragnie ją zatrzymać.„Nie wiem, co działo się między nimi.Może stawał się zazdrosny”, mówi Jackie.„W zachowaniu Amber coś było nie tak.Chyba myślała, że odbieram je jako opiekuńcze, ale czułam, że chodzi o coś więcej.Myślę, że chciała mnie kontrolować.Może jej się podobałam.Z tego, co widziałam, na pewno nie podobał jej się własny chłopak”.No proszę.Stare oskarżenie o safizm.Każdą zbrodniarkę w tym kraju można odmalować w jeszczegorszym świetle, sugerując, że jest lesbijką.Ale czeka nas długa droga, myśli Kirsty.Jackie przeżyła już kiedyś podobną sytuację, piszą dalej.Kiedy była nastolatką, uwiodła ją starsza para, namawiając do uczestniczenia w trójkącie.„Nie wiem, co we mnie jest takiego – śmieje się – ale widocznie coś takiego mam.Gdy odrzuciłam Amber i wyprowadziłam się z jej domu, dała mi ostro w kość.W pracy ciągle się o wszystko czepiała, wszczynała ze mną kłótnie, skarżyła na mnie przełożonym.W końcu zrobiło się tak okropnie, że musiałam odejść.Wygryzła mnie z pracy, a byłam tam zatrudniona od lat.Wiadomość o aresztowaniu Cantrella okazała się zaskoczeniem.„To był straszliwy szok”, mówi Jackie.„Pamiętam, jak stałam w kiosku z gazetami, cała roztrzęsiona.Myślałam wciąż: a gdybym to była ja? Tyle razy przebywałam z nim sam na sam, miał tyle okazji.Nie wiem, dlaczego mnie nie zabił, ale na pewno jestem największą szczęściarą pod słońcem”.· · ·Amber myślała, że wypłakała już wszystkie łzy, ale kiedy czyta, nadal płyną, dławią ją, kapią na stronę.Blessed siedzi cicho i patrzy, z rękami na blacie.Nie dotyka mnie, myśli Amber, bo wie, że nie zniosłabym tego.Czuję się brudna, zdradzona i całkowicie osamotniona.Otwiera usta, by coś powiedzieć, ale wychodzi z nich tylko niski jęk rozpaczy.– Och, Amber – mówi Blessed.– Tak mi przykro.Nie byłam pewna, czy powinnam ci topokazywać.– Nie, nie.I tak zamierzałam dowiedzieć się, co i jak.Muszę wiedzieć.– Musisz się stąd wynieść – radzi jej Blessed.– Ci ludzie na zewnątrz… to cię wykończy.Nie maszgdzie pojechać?Amber kręci głową.Ma nikłą nadzieję, że Blessed otworzy przed nią drzwi, ale wie, że toniemożliwe.Nie mam żadnych przyjaciół, myśli.Trzydzieści siedem lat i liczba przyjaciół –prawdziwych, oddanych, lojalnych – których zgromadziłam, wynosi zero.Może i mam kilka życzliwychkoleżanek, jak Blessed, dobrych ludzi, którzy nie mogą patrzeć, jak inni cierpią, ale żadnej osoby, która wyszłaby poza względy przyzwoitości ani która tęskniłaby za mną, gdybym umarła.Nie mam przyjaciół, rodziny.Nadal jestem sama po tych wszystkich latach.– Ale przecież policja… – zaczyna Blessed.– To nie może być… musi być jakaś… – Przerywa, zastanawiając się nad doborem słów.– Kryjówka?Amber znów kręci głową.Czuje, jak rozpacz zalewa ją niby fala.– Przysłali policjanta w mundurze, by stał pod drzwiami przez parę dni, ale głównie ze względu nasąsiadów, którzy nie mogli się dostać do swoich domów.– A program wsparcia ofiar?– Jest dla ofiar.Zresztą i tak muszę zostać na miejscu.Żeby mogli mnie przesłuchać.I ponieważ tak wynika z przepisów mojego zwolnienia warunkowego.Nie mogę tak po prostuwyjechać – muszę zgłosić taki zamiar.I za każdym razem, kiedy dzwonię, miesiąc po miesiącu, powtarzasię ta sama historia: nie ma już funkcjonariusza, z którym ostatnio miałam do czynienia – taka jest polityka departamentu, by wciąż ich przenosić z miejsca na miejsce – a osoba, która go zastąpiła, nie ma pojęcia, kim jestem, dopóki nie wyjmie moich akt, a wtedy słyszę tę zmianę w głosie, kiedy uświadamia sobie, co jest grane, ale nie wie, co ma robić, więc mówi, że oddzwoni później.W oczach świata nadal mogę uchodzić za osobą niezwykle niebezpieczną, ale zagubiłam się w systemie wiele lat temu.Nawet gdybym próbowała, nic bym nie wskórała przez cały tydzień.Ludzie tacy jak ja nie ruszają się z miejsca, bo nie mamy specjalnego wyboru [ Pobierz całość w formacie PDF ]