[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Sophio, idź i zawołaj Cala najszybciej, jak zdołasz.Wiesz, gdzie jest jego mieszkanie?W głowie miałam coś na kształt jajecznicy, jak w kreskówce.- Ogrodnika? - zapytałam głupkowato.Czego pani Casnoff mogła od niego chcieć? Czy on jest jakimś ratownikiem medycznym czy co?Dyrektorka potaknęła, nie puszczając mojej ręki.- Tak.Cala - powtórzyła.- Mieszka obok jeziora.Znajdź go i powiedz mu, co się stało.Odwróciłam się i pobiegłam ku schodom.Po drodze zobaczyłam Jennę wychodzącą z naszego pokoju.Chyba mnie zawołała, ale wybiegłam już przez główne drzwi w mrok nocy.Mimo że za dnia było ciepło, teraz panował taki chłód, że na całych rękach zrobiła mi się gęsia skórka.Jedyne światło dochodziło ze szkoły za moimi plecami - wielkie prostokąty okien rzucały ogromne jasne plamy na trawnik.Wiedząc, że jezioro jest po mojej lewej, skierowałam się biegiem w tamtą stronę.Zimne powietrze raniło mi płuca jak nóż.Przed sobą widziałam ciemny niewyraźny kształt i żywiłam szczerą nadzieję, że jest to domek Cala, a nie na przykład jakaś szopa.Mimo że usiłowałam odsunąć od siebie panikę, przed oczami miałam wyłącznie wykrwawiającą się na śmierć Chaston i jej krew na czarno-białych kafelkach.Z bliska przekonałam się, że budynek przede mną był zdecydowanie domkiem, nie szopą.Ze środka dobiegała cicha muzyka, w oknie świeciło się słabe światło.Dyszałam tak ciężko, że nie byłam pewna, czy uda mi się wydobyć z siebie choćby jedno słowo.Zaczęłam walić w drzwi, które niemal natychmiast się otwarły i przede mną stanął Cal.Wyobrażałam go sobie jako starego i zwalistego plus obowiązkowy element opryskliwości, więc dość mnie zszokował widok młodego przystojniaka, którego pierwszego dnia w szkole wzięłam za czyjegoś starszego brata.Nie mógł mieć więcej niż dziewiętnaście lat, a jedynym ustępstwem na rzecz stereotypu była flanelowa koszula i lekko poirytowane spojrzenie.- Uczniom nie wolno.- zaczął, ale przerwałam mu natychmiast.- Pani Casnoff przysłała mnie po ciebie.Chodzi o Chas-ton.Ona jest ranna.Jak tylko powiedziałam „pani Casnoff, ogrodnik zamknął za sobą drzwi, po czym wyminąłmnie i pobiegł przez podwórze w kierunku domu.Choć nie miałam już siły na bieg, dzielnie powlekłam się za nim.Kiedy dotarłam z powrotem do łazienki, zdążyli już wyjąć Chaston z wanny i owinąć ją w ręcznik.Rany na szyi i rękach miała zabandażowane.Wciąż jednak była bardzo blada i miała zamknięte oczy.Ubrane w piżamy Elodie i Anna stały przytulone koło umywalki, pociągając nosami.Pani Casnoff klęczała przy głowie Chaston, mrucząc coś pod nosem, ale czy było to po prostu coś uspokajającego, czy magia, nie miałam pojęcia.Gdy zobaczyła Cala, na jej twarzy pojawił się wyraz ulgi, znosząc napięcie, w związku z czym wyglądała teraz bardziej jak zaniepokojona babcia niż groźna dyrektorka szkoły.- Dzięki - powiedziała cicho.Wstała, a ja zobaczyłam, że jej jedwabny szlafrok jest cały mokry na kolanach i zapewne zniszczony.Ona jakby tegonie zauważała.- Do mojego gabinetu - powiedziała do Cala, który przyklęknął i wziął Chaston na ręce.Pani Casnoff wyszła na korytarz i rozgarnęła ramionami tłum zgromadzonych przed łazienką uczniów.- Dajcie przejść, dzieci.Zapewniam was, że pannie Burnett nic nie będzie.To tylko drobny wypadek.Wszyscy się cofnęli, a Cal wyszedł z łazienki z Chaston w ramionach.Jej policzek opierał się o jego pierś i zobaczyłam, że miała posiniałe wargi.Kiedy cała trójka znikła na schodach, usłyszałam za sobą czyjeś tęskne westchnienie.Odwróciłam się i dostrzegłam Siobhan opartą o framugę drzwi.- O co chodzi? - zapytałam.- Nie mów mi, że oddałabyś dobrowolnie nieco krwi, byle tylko on cię w ten sposób nosił.Siobhan poruszyła się dopiero, kiedy Elodie i Anna wyszły z łazienki wstrząśnięte i blade [ Pobierz całość w formacie PDF ]