[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Sagadore nie mógł wyjść z podziwu, że jeden człowiek przy konsoli jest w stanie kontrolować ruch w obrębie całego Korytarza Północno-Wschodniego, od Waszyngtonu do Bostonu, choć tak naprawdę Donovan odpowiadał jedynie za odcinek od Newark do Port Chester.Od czasu nieporadnych prób w latach dwudziestych system kontroli ruchu nieustannie udoskonalano i obecnie osiągnął on taki stopień sprawności, że niektóre pociągi można było prowadzić bez maszynisty, bez obsługi, przy udziale tylko jednego człowieka: operatora Głównej Tablicy Rozdzielczej.Automatycznie przestawia się zwrotnice, zmienia sygnały i dzięki specjalnym przekaźnikom w kabinie lokomotywy można regulować prędkość pociągu, zatrzymać go, a nawet wrzucić bieg wsteczny.Bezpowrotnie minęły czasy zwrotniczych i zawiadowców z nieodłączną latarnią w dłoni.Wystarczy, że Donovan lub inny operator rzuci okiem na ścienny schemat - i już wiadomo, co się dzieje w Korytarzu Północno-Wschodnim i w którym miejscu znajduje się każdy z pociągów na obu torach linii Korytarza.Sagadore przełknął jeszcze jeden łyk kawy i spojrzał z ukosa na podświetlony schemat.Wyglądało na to, że Donovan prowadzi coś koło tuzina pociągów.- Zdaje się, że wszystko idzie jak trzeba - zwrócił się do odwróconego plecami operatora.- Żadnych niespodzianek - mruknął w odpowiedzi Donovan nie odwracając się.Sagadore już dawno przyzwyczaił się do prowadzenia rozmowy z łysiejącą z tyłu głową Donovana; system jest co prawda automatyczny, lecz operator prawie nie odrywa oczu od tablicy rozdzielczej i schematu.W pewnym sensie operator Głównej Tablicy Rozdzielczej to kolejowy odpowiednik kontrolera ruchu powietrznego i nie sposób przecenić jego roli.Bez Donovana i trójki innych pracowników, którzy w skupieniu obsługują komputer, teleks i telefony, cały system przestałby funkcjonować.- Ile masz w ruchu? - spytał Sagadore.- Dziewięć - odparł Donovan.- Godziny szczytu.Zaraz parę odpadnie.Na razie “Metroliner”, “Bankier”, “Kupiec”, “Clocker” i “Montrealczyk” jadą na północ; “Mount Vernon”, “Kupiec Bostoński”, “Connecticut Valley” i “Bay State” - na południe.Minie parę godzin i na tablicy nie zostanie prawie nikt prócz ciebie.Donovan miał tu na myśli “Nocną Sowę” - pociąg, który barczystego szefa ochrony pozbawiał niedzielnego wypoczynku już od trzech lat, czyli od momentu objęcia stanowiska szefa Operacji Specjalnych.Prócz nadzorowania przesyłki Rezerwy Federalnej i stadka dyplomatów w wagonie sypialnym na końcu pociągu, Sagadore musiał pełnić funkcję łącznika między różnymi formacjami policji federalnej, stanowej i miejskiej, o tajnych służbach nie wspominając.Przez całe trzy lata nie wydarzył się ani jeden incydent, ale chyba właśnie dlatego gliniarzy ogarniała coraz większa paranoja.Jeden z tajniaków pilnujących wagonu z dyplomatami zwierzył się kiedyś Frankowi Sagadore, że jego praca przypomina czuwanie pod wulkanem.Z góry wiadomo, że coś musi się zdarzyć, a im dłużej człowiek tkwi w tej robocie, tym większe prawdopodobieństwo, że coś mu się przytrafi.Sagadore spojrzał na zegarek.Ciągle jeszcze miał czas, by skoczyć do Paddy’ego na porcję zupy rybnej, zanim zamkną lokal, przy tym była to ostatnia szansa na opuszczenie dworca: wkrótce Frank nie będzie mógł nigdzie się ruszyć aż do chwili wjazdu “Nocnej Sowy” do Bostonu za dziesięć ósma rano.Perspektywa spędzenia całej nocy na służbie wydawała mu się niedorzecznością, bo przecież nawet gdyby coś się stało z pociągiem, niewiele mógłby poradzić, mimo że według przepisów odpowiada za “Nocną Sowę” od chwili odjazdu aż do końca trasy na Dworcu Południowym w Bostonie.Frank wstał, wrzucił kubek po kawie do kosza przy krześle Donovana i na razie pożegnał się z operatorem.Kilka minut później przecinał rozległą płaszczyznę górnej hali podziemnego dworca, kierując się w stronę ruchomych schodów, które miały go przenieść na poziom ulicy.Do roku 1966 dworzec Penn Station był zwykłą naziemną stacją końcową; jednych kłuł w oczy brudem i szpetotą, inni uważali go za zabytek historyczny.Zatriumfował w końcu pęd do zmian oraz dostępność funduszy i potężny masyw dworca został wyburzony, na jego miejscu zaś stanął lśniący monolit nowego Madison Sąuare Garden.Dworzec zepchnięto do podziemi.W roku 1976 Amtrak wszedł w posiadanie podziemnego obiektu i wyłożył prawie milion dolarów na renowację, czyli generalne czyszczenie, naprawy instalacji w tunelach i odszykowanie górnej i dolnej hali dworca, gdzie otwarto butiki, restauracje, kawiarenki, a na dole bar Amtraku dla podróżnych.Nowy dworzec, zupełnie pozbawiony romantycznego charakteru, był czynny całą dobę i w ciągu tego czasu sprawnie obsługiwał siedemset pięćdziesiąt pociągów, w tym cztery linie metra podległe Zarządowi Transportu Miejskiego.Jak twierdzili starzy wyjadacze zatrudnieni w brygadach naprawczych, jedyne co zostało ze starego dworca, to plaga szczurów w przewodach ogrzewczych.Zdaniem weteranów szczury osiągały wielkość małych psów i gdy tylko człowiek się zagapił, potrafiły odgryźć mu palec.Sagadore wierzył tym opowieściom, gdyż zaraz po objęciu funkcji Szefa Operacji Specjalnych przejrzał plany fundamentów budowli i zdumiał go widok pogmatwanego labiryntu opuszczonych tuneli i kanałów, które kryły się za nowoczesną fasadą.Jadąc w górę ruchomymi schodami, szef ochrony odwrócił się, by ogarnąć spojrzeniem halę dworca.Rozległe nisko sklepione wnętrze było prawie puste.Wśród wychodzących z metra zauważył kilka znajomych postaci.Pojawił się Benny - wychudzony czarny kieszonkowiec, jak zwykle w płaszczu przeciwdeszczowym, potem Księżniczka Hattie - przedstawicielka nurków śmietnikowych, którzy dworzec Penn Central uważają za swój dom i jednocześnie łowisko.Pokazała się też mała grupka Portorykańczyków ubranych w wyblakłe dżinsowe spodnie i kurtki.Sagadore uśmiechnął się mimo woli: nie miał cienia wątpliwości, że chłopcy chowają po kieszeniach pojemniki farb w aerozolu i za parę minut zaczną ozdabiać ściany wagonów metra, które wjadą na stację w podziemiach.Wcale nie pobłażał wyskokom twórców graffiti, jednak w porównaniu z masą przestępstw popełnianych w okolicy owo wykroczenie wydawało się całkiem niewinne.Gdyby sen z powiek spędzali mu jedynie przestępcy z puszką farby w ręku, nie musiałby codziennie przeżuwać dwóch porcji preparatu Tums na zahamowanie choroby wrzodowej.W każdy ranek czy popołudnie Sagadore musiał stawić czoło tuzinowi problemów.Oprócz zadań w rodzaju pilnowania “Nocnej Sowy” miał na głowie sprzedaż biletów, odbieranie gotówki z kas, hordy kieszonkowców grasujące na piętrowym parkingu Penn Plaża, napady i zuchwałe kradzieże, wybijanie szyb w sklepach i restauracjach górnej hali dworca, do tego dochodził problem takiej liczby włóczęgów, narkomanów, zboczeńców i psychopatów, że w głowie się nie mieści [ Pobierz całość w formacie PDF ]