[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.I że będą go mogli usłyszeć wszyscy zmarli.VMartwe głosyNajpierw było słychać szmer dalekich, ledwie rozróżnialnych szeptów, jak szelest opadających jesiennych liści.Psychiczny eter aż od nich kipiał, jak szum zakłóceń z radioodbiornika straży przybrzeżnej, która w burzliwą noc nasłuchuje sygnałów SOS.Ale to owe szepty stanowiły taki sygnał: pełne przerażenia wołanie o pomoc, wysyłane przez niezliczonych zmarłych.Nie było kierowane do Nekroskopa, lecz do wszystkich innych - jak zachrypłe szepty przestraszonych dzieci, uwięzionych w jakimś ciemnym miejscu - a Nathan słyszał ich wszystkich, bowiem znał mowę umarłych; jednak nie mógł odpowiedzieć, ponieważ ich przerażenie uniemożliwiało im „przełączenie się” na odbiór.Dostroił się tak, aby lepiej słyszeć gwar tych głosów, które wystraszyłyby każdego innego człowieka na śmierć, gdyby w ogóle mógł je odbierać.Jednak Nathan Kiklu (albo - jak się teraz okazało - Keogh) słuchał takich głosów od wczesnego dzieciństwa.I wiedział, że ich posiadacze są nieszkodliwi.Ale wiedział też, że gdyby im przerwał, natychmiast by umilkli, umykając jak przed trędowatym.Było to dziedzictwo po ojcu, który w końcu stał się potworem i zmarli w obu światach czuli przed nim lęk.Albo raczej obawiali się jego nekromancji.Podobnie bali się Nathana i w innych okolicznościach już dawno by go wyczuli, ale w tej sytuacji jego obecność wciąż pozostawała niezauważona.Wielkie Zgromadzenie wyrażało swe lęki w tę niekończącą się noc śmierci, a Nathan nie przestawał ich słuchać.Próbując odcyfrować ich szepty i nie wiedząc, jaką drogę postępowania powinien obrać.Mimo to, jeśli miał pomóc im, sobie i swoim przyjaciołom z Wydziału, będzie musiał przerwać milczenie i spróbować nawiązać kontakt.Może w międzyczasie Keenan Gormley już z nimi rozmawiał.Był tylko jeden sposób, aby się o tym przekonać, a im szybciej tym lepiej.Nathan uruchomił swój metafizyczny umysł, poszukując znajdujących się w pobliżu zmarłych.Mogli to być tylko ludzie, którzy umarli niedaleko stąd, może w pobliskim szpitalu i ich duchy wciąż przebywały w tym miejscu.Pierwsze kroki skieruje w ich stronę; spośród wszystkich innych, znajdowali się najbliżej Strefy Koszmarów.Pomimo swoich zdolności, Nathan wykazał się tutaj brakiem doświadczenia.Był bowiem świadom obecności tych, którzy zmarli jeszcze bliżej, ale nie wziął tego pod uwagę skupiwszy się na tym, aby wysłać swoje myśli w eter.Ledwie słyszalnym szeptem powiedział - Kimkolwiek jesteś, potrzebuję twojej pomocy.Potrzebuję twojej pomocy teraz, a potem ja będę mógł pomóc tobie.Mam na imię Nathan i jestem.żywy.- CO? KTO? NATHAN?.KŁAMCA!To zabrzmiało w umyśle Nathana, jak krzyk jakiegoś wściekłego wariata i sprawiło, że chłopak zerwał się na nogi.Ale oczywiście tylko on to usłyszał, a stojący na korytarzu Geoff Smart nawet nie spojrzał w tę stronę.Zdolności empaty nie funkcjonowały w sposób automatyczny; trzeba je było pobudzić, jak w autohipnozie.Zajęty w tym momencie własnymi myślami, nie interesował się myślami innych.Zresztą do północy było jeszcze sporo czasu.Smart oparł się o ścianę i zapalił papierosa.Tymczasem w kostnicy temperatura gwałtownie spadła i Nathanowi znów zrobiło się zimno.Włosy zjeżyły mu się na karku, kiedy powoli szedł w stronę otwartych drzwi.Czuł bowiem wyraźnie czyjąś obecność w tym pomieszczeniu i wiedział, że przerażająca potęga tej istoty jest równa jego własnej.Ale o ile jego potęga nikomu nie mogła wyrządzić krzywdy, ta druga była niszczycielska!- STOP! - Rozkaz osadził go w miejscu.Miał wrażenie, jakby znowu znalazł się w Runicznym Dworze, w Turgosheim, za Wielkimi Czerwonymi Pustkowiami i przemówił do niego sam lord Wampyrów, Maglore; taka była siła tego jednego, jedynego słowa.Ale wciąż nie wiedział, kto się do niego odezwał.- Kim jesteś? - wyszeptał.- ZNASZ MNIE.A JA ZNAM CIEBIE - JESTEŚ TOD PRENTISS! - Ostatnie słowo zabrzmiało w głowie Nathana, jak długi syk, z którego emanowała groźba i nienawiść.Teraz już wiedział, kim jest ta istota.- John Scofield!Teraz zabrzmiał drugi głos, pytając - Co?Był to Geoff Smart, który stał tuż za ciężkimi, stalowymi drzwiami, głęboko się zaciągając i mocno zacierając ręce; jego sylwetka, otoczona dymem papierosa, przypominała zjawę, kiedy patrzył na Nathana, który powoli posuwał się w stronę drzwi.Ale teraz empata wiedział, że coś jest nie tak, więc wysłał w stronę Nathana psychiczną sondę.i to był błąd!- CO? MASZ TU PRZYJACIÓŁ? I MYŚLISZ, ŻE MOGĄ Cl POMÓC? JESZCZE RAZ SIĘ ZASTANÓW, PRENTISS!Smart nie usłyszał słów Scofielda, ale je poczuł - były jak młot, który uderzył w jego psychikę, aż się zachwiał, a stalowe drzwi kostnicy zatrzasnęły mu się tuż przed nosem.- Nathanie! - zdołał jeszcze krzyknąć.- Nathanie! - Ale Nathan był po drugiej stronie drzwi.Nadbiegli Trask i Garvey.Telepata już się trochę opanował, ale lewą stronę jego twarzy wciąż przebiegały skurcze.- Co się stało? - głos Traska był pełen przerażenia.- Nathan tam jest - wysapał Smart.- Ale nie jest sam.Jest tam z nim coś - ktoś.Chyba John Scofield.Trask spróbował otworzyć drzwi.- Zamknięte.- To niemożliwe - Garvey pokręcił głową.- Otworzyłem je i tutaj mam klucze.- W tym momencie zdał sobie sprawę, co powiedział [ Pobierz całość w formacie PDF ]