[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zamyślił się, wskazał na teczkę z aktami sprawy.- Chcecie to przeciągać?- Nie wiem, o jakich kontrrewolucyjnych rozmowach mówiliście poprzednio.Diakow zachmurzył się.- Nie jesteście szczerzy, Pankratow.Chcecie skierować naszą uwagę na jakieś sprawy instytutowe, a nie na to, co najważniejsze.Zresztą to, co mówiliście, też się nie klei.Wiele rzeczy zatailiście.Nie jesteście w porządku.To dla was charakterystyczne.- Co zataiłem? - zdziwił się Sasza.W tym momencie do pokoju wszedł starszy mężczyzna o twarzy Eskimosa, ubrany w ciemnogranatowy garnitur, dobrze dopasowany do ciężkiej, nawet zwalistej figury.Diakow wstał.Mężczyzna wskazał mu krzesło, sam usiadł obok.- Kontynuujcie.I uważnie przyjrzał się Saszy.Sasza zrozumiał, że to przełożony Diakowa, ale w spojrzeniu nieznajomego było coś więcej niż zwykłe zawodowe zainteresowanie kolejnym przesłuchiwanym.Zaświtała nadzieja: ten człowiek może odmienić jego los.- No więc, Pankratow - powiedział Diakow - na czym to stanęliśmy?- Mówiliście, że coś zataiłem.Co zataiłem?- Wystarczy przejrzeć protokoły z zebrań egzekutywy.Ubiegaliście się o protekcję wysoko postawionych osób.Popatrzył na Saszę wyczekująco.Tak.Wszystko jasne.Chodzi o Marka, o Budiagina, może nawet o obydwóch razem.Aluzja jest przejrzysta.Celowo nie powiedział “wysoko postawieni towarzysze”, tylko “wysoko postawione osoby”.Nazwisk nie wymienił.No, niech wymieni! Od Saszy ich nie usłyszy.- Kogo macie na myśli?- Pankratow!Diakow wykrzywił twarz w uśmieszku pełnym wyrzutu i potępienia.- Nieładnie, Pankratow! Nie bawcie się tu z nami w kotka i myszkę.Wiemy więcej, niż się wam wydaje.Chcecie zmusić nas do mówienia, a my chcemy, żebyście to wy mówili, to leży w waszym interesie.Wstawiali się za wami Riazanow i Budiagin, sami to przyznaliście na zebraniu, a teraz udajecie głupiego.I znów nie “towarzysze Riazanow i Budiagin”, tylko “Riazanow i Budiagin”.- Nie ubiegałem się o niczyją protekcję - sprostował Sasza.- Opowiedziałem o wszystkim mojemu wujowi Riazanowowi, ale nie prosiłem go o żadne wstawiennictwo.On sam, bez mojej wiedzy, poprosił Budiagina, żeby zadzwonił do dyrektora instytutu, Glińskiej.- Przypuśćmy - zgodził się Diakow.- Dlaczego jednak nie powiedzieliście o tym poprzednim razem? Dlaczego nie podaliście tych nazwisk? A wymieniliście wiele osób - wyciągnął z teczki wąski papierek, którego Sasza przedtem nie widział - Baulin, Łozgaczew, Azizjan, Kowalow, a Riazanowa i Budiagina nie wymieniliście.Dlaczego?Sasza zastanawiał się gorączkowo.Teraz każde jego słowo może okazać się fatalne w skutkach dla Marka i dla Iwana Grigoriewicza.Chodzi o nich, to jasne.O co mogą być oskarżeni?- Nie przywiązywałem do tego znaczenia.Są to czysto rodzinne związki.I zupełnie nie rozumiem, dlaczego was to aż tak interesuje.Powiedział to twardo, tak jak mówi się o sprawie, o której nie chce się i nie będzie dyskutować.Diakow wskazuje mu drogę, ale on tą drogą nie pójdzie.Diakow popatrzył na niego uważnie, z zainteresowaniem, a nawet, jak się Saszy wydało, z pewnym niepokojem.- Rozpatrzenie sprawy u Solca też zorganizował wasz wujek?- Nikt niczego nie organizował.Sam tam poszedłem.Diakow uśmiechnął się ironicznie.- Ludzie czekają miesiącami, żeby dostać się do Solca, a wy przyszliście i gotowe: od razu przyjął, od razu rozpatrzył sprawę.Kto w to uwierzy, Pankratow?- Kiedy właśnie tak było - powiedział Sasza.- Wszedłem do gabinetu, zobaczył mnie, zapytał o co chodzi.- Taki szczęśliwy przypadek?- Możliwe.Czy nie miałem prawa zwrócić się do CKKP? Czy mój wuj nie miał prawa wstawić się za mną? Gdzie tu moja wina? Trzymacie mnie tu nie wiadomo za co i po co!Twarz Diakowa znów wykrzywiła się w grymasie.Nie odezwał się, tylko z ukosa popatrzył na swojego przełożonego, jak gdyby demonstrując tamtemu z kim on, Diakow, ma do czynienia, a może czekał na jakiś komentarz.Człowiek o eskimoskiej twarzy nic jednak nie powiedział, wstał ciężko i wyszedł z pokoju.Diakow zasępił się i innym już tonem oświadczył:- Wasza wina polega na tym, że nie jesteście szczerzy i uczciwi wobec partii.Zatailiście jeszcze wiele innych rzeczy.Wymieniliście wszystkich swoich oskarżycieli, ale ani słowem nie wspomnieliście o swoich obrońcach.A przecież waszą sprawą zajmowało się wiele osób.Na przykład ten Kriworuczko.Sasza wyczuł niebezpieczeństwo.Wszystko może zawalić się w całkiem nieoczekiwanym miejscu.Co do Marka i Budiagina, to sytuacja jest jasna, nie powiedział i nie powie nic, co mogłoby im zaszkodzić, ale Kriworuczko.“Ten kucharz będzie pichcić ostre dania.” Kriworuczko powiedział to o Stalinie.Jeżeli Sasza o tym wspomni, to nie tylko pogrąży się sam, ale i wsypie Kriworuczkę.Jeżeli przemilczy, to faktycznie okaże brak szczerości i dobrej woli.- Byłem u niego dwukrotnie.Za pierwszym razem podstemplował mi decyzję o wydaleniu, za drugim załatwiał ponowne przyjęcie na uczelnię.Diakow roześmiał się.- To was wyrzucają, to przyjmują, to do więzienia wsadzają.I co, Kriworuczko nic wam nie powiedział?- Wydawał mi się przygnębiony, przecież wydalono go z partii.- Was też wydalono.I co, nie znaleźliście żadnego wspólnego tematu do rozmowy?Diakow przez cały czas nie spuszczał z niego wzroku.Może wie? Może domyśla się czegoś? A może bada tylko grunt, może zauważył zmieszanie Saszy?- Czyżby w ogóle nie skomentował tego, że was wyrzucili, a potem znów przyjęli? - naciskał Diakow.- Tak zupełnie o nic nie pytał? A przecież to wy broniliście go na egzekutywie!- Opowiedziałem tylko, jak to się odbyło.- A jednak.I co on na to? Po prostu przyłożył pieczątkę?Nie, nie można się poddawać.Diakow chce go przycisnąć, osaczyć, odciągnąć uwagę od najważniejszego, od Marka i Budiagina, skołować.- Nie mogło dojść do żadnej szczególnej rozmowy.On jest zastępcą dyrektora, a ja zwykłym studentem.Diakow patrzył na niego przenikliwie.- A my mamy informacje, że Kriworuczko prowadził antypartyjne rozmowy z innymi studentami.I akurat wam, człowiekowi pokrzywdzonemu, w dodatku swemu obrońcy, nic nie powiedział.Dziwne!Kriworuczko zna Marka, przekazywał pozdrowienia.Nie, nie wolno nic mówić.- Tak właśnie było.Diakow nie spuszczał z Saszy uważnego spojrzenia.Nagle jego twarz rozciągnęła się w złośliwym uśmiechu.Z tym uśmiechem sięgnął po czysty formularz protokołu przesłuchania.- No dobrze, my jesteśmy cierpliwi, poczekamy, aż zdecydujecie się mówić prawdę, i przypomnicie sobie to, co powinniście sobie przypomnieć.* * *.Tym razem protokół zaczynał się od słów: “W uzupełnieniu moich wcześniejszych zeznań.” i zawierał przyznanie Saszy, że bywał w gabinecie Kriworuczki oraz występował w jego obronie na posiedzeniu egzekutywy, zaś Janson i Siwierski występowali w obronie Saszy.O Marku i Budiaginie nie było żadnej wzmianki [ Pobierz całość w formacie PDF ]