[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dla opasłego brudasa, powtarzam, powinni byli stać się godnymi podziwu wzorami szlachetnych ambicji i dostojnej pracy! A czym się stali? Co z nich zrobił?Błaznów! Podłych, nikczemnych błaznów, co za parę groszy i kieliszek wódki płaszczyli się przed swoim panem, śmieszyli go najprymitywniejszymi żartami i upokarzającą klownadą! A nie przestali nawet wtedy, gdy, zapłodnieni moim natchnieniem, sami jęli się pisania wierszy, nie tak już dobrych jak te dawne, ale bądź co bądź wierszy.Ileż razy byłem świadkiem gorszących scen, które były żywym przykładem, do czego dojść może poniżenie upadłego człowieka!Odbywały się te obrzydliwości w „gabinecie” pana Gr.— w tym „strasznym mieszkaniu”, co mi później posłużyło za wzór do znanego, wspaniałego wiersza mego o „strasznych mieszczanach”.Typowy „salonik” anno 1900, wypłowiałe mebelki obite ciemnoczerwonym, zjedzonym przez mole pluszem, sztuczna palma, gipsowe figurki, etażerka ze starą niemiecką encyklopedią, pawie pióra, potworne dywaniki i serwetki z wyszytymi sentencjami w języku żydowskim, dużo jaskrawych, wychudłych poduszek, rozrzuconych w „artystycznym nieładzie” na zbarłożonej „kozetce”, na ścianach powycinane ze starych pism rosyjskich ilustracje, mdły zapach tanich perfum, co miał zagłuszyć zaduch tej nigdy nie wietrzonej dziury, zamieszkiwanej przez nigdy nie kąpanego śmierdziela — oto gabinet pana redaktora.Leży on na kanapie w rozchełstanym, starym szlafroczysku, z którego wyłażą kłaki brudnej waty, i opycha się koszerną kiełbasą.A na podłodze pełzają na czworakach dwaj „poeci”, strojąc potworne grymasy, bełkocąc jakieś żałosne, niby to śmieszne absurdy.Łażą, biedni, po dywanie, przeżartym przez kurz i brud, wywalili z nieszczęśliwych mord obłożone jęzory i — śpiewają! Ha ha! „Śpiewają”! Straszny to śpiew:.Ba ba wa wa la laMa wa la la na ma!.Do takiego poniżenia doprowadzał p.Gr.polskich poetów!*Komisarz rządowy w Polskiej Akademii LiteraturyWywiad specjalny „Nowych Wiadomości Literackich”.Mianowany przez p.ministra spraw wewnętrznych komisarz rządowy Polskiej Akademii Literatury jest młodym, czterdziestoparoletnim mężczyzną o średniej tuszy.Wzrostu raczej niskiego.Oznak szczególnych nie posiada z wyjątkiem blizny na głowie.Zastajemy nowego prezesa w jego własnym mieszkaniu na Pradze przy ulicy Targowej.Prezes jest bez kołnierzyka.Zapytujemy prezesa, czy nie zechciałby się zgodzić na wywiad dla Nowych Wiadomości Literackich i na poinformowanie naszych czytelników o planach reorganizacji i uaktywnienia Polskiej Akademii Literatury.— Siup — odpowiada prezes.— Co pan prezes ma na myśli, mówiąc „siup”?— Że można.Krope wu! — mówi prezes.— Czy prawdą jest, że pan prezes zamierza wprowadzić pensje dla Akademików?— Tak.Na początek dwója na ryło.— Co pan prezes ma na myśli mówiąc „dwója na ryło?”— Rebus, czy co? Mówię — dwa blaty miesięcznie pensji.Na ryło, znaczy na każdego pisarza.Z wyjątkiem Miriama, bo on już ma pensję żeńską.Bardzo dobra buda.Posyłam tam szczeniaka.— Czy reorganizacja będzie polegała tylko na wprowadzeniu pensji miesięcznej?— Nie.To początek.Potem dam większego fajera.Mam takie plany: sitwa czyli ferajna.Udziałówka.Każdy literat w Polsce pracuje dla ferajny.Musi być sztama i sprawiedliwy podział.Wszystko idzie do kupy i ja dzielę.Co pierwszego cyk na PKO.Każdy dostaje swoje.— No, dobrze — pytamy nieśmiało pana prezesa — ale jeśli niektórzy literaci będą zarabiali pokątnie i nie oddawali swych wpływów do kasy Akademii?— Od czego dwójka?— Pan prezes ma na myśli dwa blaty — wtrącamy, pragnąc dostroić się do tonu rozmowy.— Dwójka, to znaczy kapusie — żachnął się prezes.— Jak się wyśledzi takiego cwaniaka to dintojra.Facet, raz w dziąsło uszkodzony, będzie miał dosyć.Rozumiesz pan? Organizacja.Silna ręka.Pisać też nie będzie mógł każdy, o czym mu się zechce, ale będzie przydział literacki.Jest nadprodukcja powieści.Przydział na pisanie powieści będę miał ja i Kaden, bo Kaden nie pisze.Brzana nie jest od prozy.Żadnych Szelburg ani Kuncewicz nie będzie.Nałka tylko do teatru.A reszta krowy doić i wiersze pisać.Znałeś pan Tasiemkę z Kercelaka? On i Melchior Wańkowicz zaangażowani do reklamy.Po piątaku na pysk miesięcznie.Będą pilnować i robić ruch w interesie.— A co pan prezes zamierza zmienić w dotychczasowych obradach Akademii?— Najpierw Antkowi Słonimskiemu dam wawrzyniaka.Kasztan, ale byczy chłop.Mam taki gust, że mu dam, a inne kasztany, czyli mojżeszowe, będą do posług literackich.W Paryżu każdy pisarz ma swojego Murzyna, niby takiego, co mu pisze.U nas każdy będzie miał Żydka.Będzie mu dawał wikt i opierunek, nawet radio w celi, i niech pisze, a nasz brat przejrzy, poprawi, miazmata wyrzuci i zdrową potrawę narodową da do druku.To jest mój pogląd na sprawę żydowską.Nie ma co tępić Żydów, ale trzeba ich doić.Udój rytualny.— Co pan prezes sądzi o literaturze dla mas?— Kwant, Fiume.— Rozumiem — odpowiadam, chcąc się podchlebić panu prezesowi.— A czy nie zamierza pan zorganizować również innych dziedzin życia kulturalnego w Polsce?— Co nie mam chcieć.Jeszcze nie teraz.Za jakie dwa lata weźmiemy się z bratem do rządzenia Polską.Może Pniewszczaka wezmę na trzeciego.Zrobi się agencję prasową, radiową, filmową, architektoniczną, graficzną, malarską i rzeźbiarską.— Czy mógłbym jeszcze zapytać, jaka jest, według pana prezesa, najlepsza książka ostatniego roku i kogo pan prezes uważa za najzdolniejszego pisarza młodego pokolenia?— Uniłowszczak, Fiedler, no i ja.— Aż pisarzy zagranicznych?— Dostojewszczak i ja, bo mnie też tłumaczyli na wszystkie języki.Conrada ani w ząb.Dentol.U niego jak Szwed to wysoki, a jak Włoch to czarny.W życiu nie ma tak dobrze.Wiecha lubię.— Czy można wiedzieć, od czego pan prezes zacznie swe urzędowanie w Akademii?— Zrobi się porządeczek z piciem herbaty na posiedzeniach.Każdy musi mieć cukier w blaszanym pudełku, zamykany na kłódkę.Grosz publiczny nie jest od tego, żeby Leśmian z Miriamem cukier na portki sypali.Poza tym militaryzacja.Akademia francuska ma fraki i szpady.Ja się pytam, co to jest szpada? To rożen, to patyk i szmelc.U nas każdy będzie miał spluwę.Rano capstrzyk.Dyżury nocne.I stopnie, jak w wojsku.Już o tym mówiłem z Sirką.Obiecałem mu kaprala.Spłakał się stary z radości.No, będzie dość, bo fajrant.— Dziękuję panu prezesowi bardzo w imieniu czytelników Nowych Wiadomości Literackich.— Serwusińszczak.Jak widać z rozmowy, przeprowadzonej z nowo mianowanym komisarzem Akademii, jest to człowiek czynu.Mamy nadzieję, że teraz Akademia stanie się naprawdę żywotną i pożyteczną instytucją.Lękamy się tylko, czy zbytnia energia nowego prezesa spotka się z należytym zrozumieniem władz, pisarzy i czytelników.Rabindranath Tagore w WarszawieWielkie przyjęcie w Polskiej Akademii Literatury.Wiadomość o przyjeździe wielkiego pisarza Indyj zelektryzowała Warszawę już od wczesnego ranka.Pewne zdziwienie wywołał fakt, że Tagore nie przyjechał na dworzec główny, ale w godzinach rannych nadjechał bryczką od strony Góry Kalwarii.Jest to mężczyzna w sile wieku, i przyznać musimy, że fotografie Rabindranatha Tagore, kolportowane przez angielskie agencje prasowe, nie odpowiadają najzupełniej prawdzie [ Pobierz całość w formacie PDF ]